|
822 Dywizjon FAA,
Operation Torch, 1942
|
Od czasu do czasu
nachodzi mnie ochota na zrobienie modelu, który nie leży w głównym nurcie moich
zainteresowań modelarskich. Albacore
chyba do takich modeli należy. Z jednej strony podoba mi się jego niezgrabna
sylwetka dwupłatowca, ale z drugiej strony maszyny FAA nigdy specjalnie mnie nie
interesowały, może z wyjątkiem Swordfisha. Muszę jednak przyznać, że zawsze
pociągało mnie malowanie z Operation Torch, więc jak Albacore wpadł mi w ręce
to stwierdziłem, że to dobra okazja żeby go zrobić w takich właśnie barwach.
Pierwsze wydanie
modelu w wersji Mk.I zniknęło z półek w sklepach błyskawicznie pomimo strasznie
wysokiej ceny. Z wersją Mk.II było jeszcze gorzej, go jakoś w ogóle nie
pojawiała się w sklepach, co tylko potwierdziło moją opinię o tym, że mieszkam
na modelarskim zadupiu. Z pomocą przyszedł mój przyjaciel Jacek, który od czasu
do czasu zaskakuje mnie modelem, który nieoczekiwanie dostarcza listonosz.
Model w pudełku
prezentuje się znakomicie – dużo części (tak w ogóle to model zaskakuje rozmiarami
w tej skali), żywica, blaszka (głównie części do kabiny), kalki do 3 wersji.
Czytałem 2 recenzje z jego budowy i w obu przypadkach wypowiedzi były raczej
negatywne, co dobrze mi nie wróżyło (w opisie na HS można znaleźć stwierdzenie,
że jedynym dobrym elementem w tym modelu są koła). Miałem tylko nadzieję, że
wersja Mk.II bedzie w jakiś sposób poprawiona w stosunku do Mk.I, ale okazało
się że bardzo sie myliłem. Alabcore
po prostu skleja się koszmarnie. Po pierwsze osłona kabiny jest za wąska w stosunku do kokpitu. Ponieważ byłem na to przygotowany, zanim skleiłem obie
połówki kadłuba spędziłem sporo czasu dopasowując wszystko na sucho.
Rozwiązaniem tego problemu jest “odchudzenie” elementów kabiny pilota. Wyrzucenie
dwóch wręg (części A9 i A13) oraz przycięcie podłogi powoduje, że osłona kabiny pasuje w
miarę bezproblemowo. Oczywiście nie miałem najmniejszego zamiaru otwieranian
jakichkolwiek elementów oszklenia, dlatego nie dorabiałem brakujących elementów
wychodząc z założenia, że i tak niedużo będzie widać. Sklejnie kadłuba odbyło
się metodą siłową, co widać na zdjęciu. Pomimo
najlepszych chęci nie udało mi się uniknąć kilku wieczorów szpachlowania i
szlifowania spodu kadłuba, bo po wyrównaniu góry na dole zrobił mi się mały
schodek, który wskazywał na to że połówki kadłuba różnią się nieznacznie
rozmiarami. Następny problem to skrzydła. Po
pierwsze trzeba je przeszlifować na płaskiej powierzchni jak części vacu, bo
inaczej tworzą się okropne szpary na krawędziach natarcia i spływu (oczywiście
teraz jestem taki mądry, ale w czasie sklejania nawet o tym nie pomyślałem,
wiec znowu było szpachlowanie i szlifowanie). Po
drugie oba dolne skrzydła w moim zestawie były wypaczone, a ich wyprostowanie
zabrało trochę czasu. Całą reszte można pominać milczeniem, ale każdy element
modelu wymaga obróbki i doprowadzenia do stanu używalności. Części żywiczne nie
są o wiele lepsze od plastikowych. Silnik jest ładnie zrobiony, ale całkowicie
ginie pod osłoną,
podczas gdy zamki bombowe mają pełno nadlewek i są niesamowicie kruche. Przy
pierwszym podejściu połamałem dwa, a z resztą dałem sobie spokój. W modelu i
tak nie ma żadnego podwieszanego uzbrojenia. Jedynym miłym zaskoczeniem podczas
budowy było idealne dopasowanie górnego skrzydła do wgłębienia w osłonie kabiny.
  
Malowanie wszystkich 3
wersji w modelu jest standardowe dla maszyn FAA – Dark Slate Grey i Extra Dark
Sea Grey (obie Xtracolor)
od góry, a spód w kolorze Sky (Tamiya). Zdecydowałem się na malowanie z 822
dywizjonu podczas Operacji Torch. Instrukcja podaje, że materiały źródłowe nie
są zgodne co do tego czy żółte obwódki były na wszystkich znakach
rozpoznawczych czy tylko na kadłubie. Moim jedynym źródłem informacji był
Warpaint, gdzie znajduje się kolorowa sylwetka tego samolotu z informacją, że
obwódki były na wszystkich znakach. Nie znalazłem jednak żadnych zdjęć na
potwierdzenie tego faktu. Przy nakładaniu kalkomanii następna niemiła
niespodzianka. Na arkuszu nie ma części kalkomanii pokazanych w instrukcji.
Chodzi tutaj o ciemne paski na górnych powierzchniach dolnych skrzydeł, ktore
po prostu namalowałem (są widoczne na wszystkich zdjęciach Alabcore’ów, ale nie mam pojęcia jaka była
ich rola) oraz o małe kwadraciki z oznaczniem W/T, których wg instrukcji
potrzeba 10, a w zestawie jest ich tylko 4. Weathering zrobiłem za pomocą
pigmentów, srebrnej kredki i wash’a, do którego użyłem Dark Wash Promodeller’a.
Kupiłem go na fali niesamowitego entuzjazmu jaki zapanował na internecie i w
czasopismach modelarskich odnośnie tego produktu. Nie bardzo wiem czemu, bo
chociaż wash jest łatwy w użyciu taki sam efekt uzyskiwałem za pomocą
plakatówek czy zwykłego wash’a z farb olejnych.
  
  
  
|