Strona Główna
 
Available languages
 English  English  Polish  Polish 
 
 
Menu
Strona Główna
Szukaj
Logowanie
 
 
Modele
Robi się...
Galerie Lotnicze
Tanki i pojazdy
Stocznia
Recenzje
 
 
Dokumentacje
Biografie Lotników
Malowania
Walkaroundy
Pokazy Lotnicze
 
 
Technikalia
Porady techniczne
 
 
O Nas
Kim jesteśmy
Napisz do autorów
Napisz do webmasterów
 
   
-: 575986 :-
Fairey Albacore Mk.II, Special Hobby 1/48 (\"pl\") Drukuj Email
Autor: Łukasz Kędzierski (Napisany: 28.07.2009. Aktualizowany: 28.07.2009.)

822 Dywizjon FAA, Operation Torch, 1942


Od czasu do czasu nachodzi mnie ochota na zrobienie modelu, który nie leży w głównym nurcie moich zainteresowań modelarskich. Albacore chyba do takich modeli należy. Z jednej strony podoba mi się jego niezgrabna sylwetka dwupłatowca, ale z drugiej strony maszyny FAA nigdy specjalnie mnie nie interesowały, może z wyjątkiem Swordfisha. Muszę jednak przyznać, że zawsze pociągało mnie malowanie z Operation Torch, więc jak Albacore wpadł mi w ręce to stwierdziłem, że to dobra okazja żeby go zrobić w takich właśnie barwach.

Pierwsze wydanie modelu w wersji Mk.I zniknęło z półek w sklepach błyskawicznie pomimo strasznie wysokiej ceny. Z wersją Mk.II było jeszcze gorzej, go jakoś w ogóle nie pojawiała się w sklepach, co tylko potwierdziło moją opinię o tym, że mieszkam na modelarskim zadupiu. Z pomocą przyszedł mój przyjaciel Jacek, który od czasu do czasu zaskakuje mnie modelem, który nieoczekiwanie dostarcza listonosz.

Model w pudełku prezentuje się znakomicie – dużo części (tak w ogóle to model zaskakuje rozmiarami w tej skali), żywica, blaszka (głównie części do kabiny), kalki do 3 wersji. Czytałem 2 recenzje z jego budowy i w obu przypadkach wypowiedzi były raczej negatywne, co dobrze mi nie wróżyło (w opisie na HS można znaleźć stwierdzenie, że jedynym dobrym elementem w tym modelu są koła). Miałem tylko nadzieję, że wersja Mk.II bedzie w jakiś sposób poprawiona w stosunku do Mk.I, ale okazało się że bardzo sie myliłem. Alabcore po prostu skleja się koszmarnie. Po pierwsze osłona kabiny jest za wąska w stosunku do kokpitu. Ponieważ byłem na to przygotowany, zanim skleiłem obie połówki kadłuba spędziłem sporo czasu dopasowując wszystko na sucho. Rozwiązaniem tego problemu jest “odchudzenie” elementów kabiny pilota. Wyrzucenie dwóch wręg (części A9 i A13) oraz przycięcie podłogi powoduje, że osłona kabiny pasuje w miarę bezproblemowo. Oczywiście nie miałem najmniejszego zamiaru otwieranian jakichkolwiek elementów oszklenia, dlatego nie dorabiałem brakujących elementów wychodząc z założenia, że i tak niedużo będzie widać. Sklejnie kadłuba odbyło się metodą siłową, co widać na zdjęciu. Pomimo najlepszych chęci nie udało mi się uniknąć kilku wieczorów szpachlowania i szlifowania spodu kadłuba, bo po wyrównaniu góry na dole zrobił mi się mały schodek, który wskazywał na to że połówki kadłuba różnią się nieznacznie rozmiarami. Następny problem to skrzydła. Po pierwsze trzeba je przeszlifować na płaskiej powierzchni jak części vacu, bo inaczej tworzą się okropne szpary na krawędziach natarcia i spływu (oczywiście teraz jestem taki mądry, ale w czasie sklejania nawet o tym nie pomyślałem, wiec znowu było szpachlowanie i szlifowanie). Po drugie oba dolne skrzydła w moim zestawie były wypaczone, a ich wyprostowanie zabrało trochę czasu. Całą reszte można pominać milczeniem, ale każdy element modelu wymaga obróbki i doprowadzenia do stanu używalności. Części żywiczne nie są o wiele lepsze od plastikowych. Silnik jest ładnie zrobiony, ale całkowicie ginie pod osłoną, podczas gdy zamki bombowe mają pełno nadlewek i są niesamowicie kruche. Przy pierwszym podejściu połamałem dwa, a z resztą dałem sobie spokój. W modelu i tak nie ma żadnego podwieszanego uzbrojenia. Jedynym miłym zaskoczeniem podczas budowy było idealne dopasowanie górnego skrzydła do wgłębienia w osłonie kabiny.

 

 

Malowanie wszystkich 3 wersji w modelu jest standardowe dla maszyn FAA – Dark Slate Grey i Extra Dark Sea Grey (obie Xtracolor) od góry, a spód w kolorze Sky (Tamiya). Zdecydowałem się na malowanie z 822 dywizjonu podczas Operacji Torch. Instrukcja podaje, że materiały źródłowe nie są zgodne co do tego czy żółte obwódki były na wszystkich znakach rozpoznawczych czy tylko na kadłubie. Moim jedynym źródłem informacji był Warpaint, gdzie znajduje się kolorowa sylwetka tego samolotu z informacją, że obwódki były na wszystkich znakach. Nie znalazłem jednak żadnych zdjęć na potwierdzenie tego faktu. Przy nakładaniu kalkomanii następna niemiła niespodzianka. Na arkuszu nie ma części kalkomanii pokazanych w instrukcji. Chodzi tutaj o ciemne paski na górnych powierzchniach dolnych skrzydeł, ktore po prostu namalowałem (są widoczne na wszystkich zdjęciach Alabcore’ów, ale nie mam pojęcia jaka była ich rola) oraz o małe kwadraciki z oznaczniem W/T, których wg instrukcji potrzeba 10, a w zestawie jest ich tylko 4. Weathering zrobiłem za pomocą pigmentów, srebrnej kredki i wash’a, do którego użyłem Dark Wash Promodeller’a. Kupiłem go na fali niesamowitego entuzjazmu jaki zapanował na internecie i w czasopismach modelarskich odnośnie tego produktu. Nie bardzo wiem czemu, bo chociaż wash jest łatwy w użyciu taki sam efekt uzyskiwałem za pomocą plakatówek czy zwykłego wash’a z farb olejnych.

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »